Klub Szkocki
PREAMBUŁA KLUBU SZKOCKIEGO
Dawno temu istniał zwyczaj. Zostawiało się problem na kawiarnianym stole. Czasem, zanim pojawił się tam dedykowany zeszyt, wystarczyć musiał marmurowy blat lub papierowa serwetka. Zamawiało się kawę, która stygła – bo ważniejszy od wszystkiego był dowód.
Tamten stół stał we Lwowie. Nasz stoi na skrzyżowaniu cyfrowych węzłów, ale zasada pozostaje ta sama. Stąd Klub Szkocki.
Klub to miejsce myśli otwartej, nieuczesanej i z założenia niezupełnej, w którym obok absolutnej pewności zawsze znajdzie się bezpieczna przestrzeń na logiczne „nie wiem”. Szukając elementarnych fundamentów dla współczesnej myśli obliczeniowej i struktur AI, musieliśmy cofnąć się do Warszawy: do trójwartościowej logiki Łukasiewicza, reizmu Kotarbińskiego i mereologii Leśniewskiego. Tam, gdzie relacja części do całości nie jest cantorowską iluzją, lecz rygorystycznym opisem fizycznego indywiduum, rządzącego się twardymi prawami realnej przyrody.
Ten Klub to przestrzeń otwartej, interdyscyplinarnej nauki i twórczej aktywności społecznej. Nie ma tu barier ani gotowych szablonów. Łączymy tych, którzy potrafią czytać i tropić realne ślady w błocie dzikich dolin, z tymi, którzy budują cyfrowe oczy w powietrzu, konstruują węzły IoT i programują trójstanowe struktury obliczeniowe.
To miejsce nie obiecuje akademickich zaszczytów ani zamkniętych dogmatów. Obiecuje tylko tyle, ile obiecywał stolik w tamtej kawiarni: prawo do zadania pytania, które leży na środku stołu od stu lat. I czeka na swoje uprawomocnienie – choćby miało ono przybrać formę tak skromną, a zarazem reistycznie namacalną jak pojedynczy, skończony owoc botanicznego węzła, złożony w gablocie jako trofeum za trafną próbę falsyfikacji uznanego dogmatu.
Kawa stygnie. Zaczynamy.